Część I: Dzieciństwo – Dunajów (1928-1941)
maj 3, 2009

DUNAJÓW
Władysław Szram: Urodziłem się w sierpniu w 1928 roku w Dunajowie, w dzielnicy Demnia [Dunajów, ukr. Дунаїв, wieś na Ukrainie w obwodzie lwowskim, 19 km na wschód od Przemyślan nad Złotą Lipą (źródło: wikipedia.pl) - przyp. K]
To była wieś czy miasteczko?
Miasteczko.
Ile osób tam mieszkało?
W samym miasteczku dużo, a w mojej dzielnicy tylko 50 rodzin.
W Dunajowie do piątego roku życia chodziłem do ochronki.
Co to była ochronka?
Odpowiednik dzisiejszego przedszkola.
I czego cię tam uczyli?
Pacierzy, i śpiewania. Bo to było przy kościele.
A czytać i pisać ?
Nie. Tylko religijne rzeczy.
Kto był tam najważniejszy w Dunajowie?
Zawsze była jakaś władza, ale ja nie umiem nazwać tej władzy. Może był jakiś burmistrz, jakiś wójt.
Skąd pochodzili twoi rodzice?
To była małorolna rodzina [rodzina małorolna – nie posiadająca dużo ziemi, biedniejsza – przyp. K]. Mój ojciec nazywał się Józef Szram i był wychowywany u pewnych ludzi.
Nie znał rodziców?
Nigdy się nie dowiedziałem, jak to było z jego prawdziwymi rodzicami.
Kim byli ludzie, u których się wychowywał?
Nie za bogaci, ale tacy, którzy potrafili sobie radzić. Tam każdy prowadził jakiś interes. Było ich tam sześć, siedem osób.
Jak się nazywała twoja babcia – mama twojej mamy?
Na imię miała Tekla a na nazwisko Kubasa.
Co stało się z jej mężem, twoim dziadkiem?
Nie wiem. Wiem tyle, że ojciec nie miał nic, a one miały swoją ziemię, tyle że mieszkały nie tyle w domu, co w budce. Dopiero później mój ojciec wybudował tam całe obejście – dom, chlewik i stodółkę. I choć nieduże to było, to widać było, że tam jest już mężczyzna.
Twoja mama była Polką czy Ukrainką?
Mama była Ruską.
Mówiła po polsku?
Jak trzeba było, to mówiła. Tam przeważnie mówiło się po rosyjsku w tej okolicy, po polsku bardzo mało ludzi rozmawiało.
Twój ojciec był Polakiem? Po polsku mówił?
Oczywiście.
Ilu było Ukraińców, ilu Rosjan a ilu Polaków w twojej okolicy?
W mojej okolicy było chyba tylko parę rodzin rosyjskich, a tak to przeważnie Polacy.
Wiesz w jaki sposób twoi rodzice się poznali?
Nie.
Umieli czytać i pisać?
Nie, ani jedno ani drugie. Ojciec jak był u tych ludzi na wychowaniu, nikt go do szkoły nie posyłał – do roboty raczej trzeba było chłopaka, a nie szkoła. Jego ojczym swoje rodzone dzieci wysyłał do szkoły, a mój ojciec był traktowany przez nich jako robotnik. Oni i tak się nad nim zlitowali, biorąc go do siebie, bo sami nie byli bogaci.
W którym roku twoi rodzice się pobrali?
Około 1921 roku. Moja najstarsza siostra Helena urodziła się w 1922 roku, więc można przypuszczać, że ich ślub był gdzieś w 21 roku.
Pamiętasz, w którym roku się twoi rodzice urodzili?
Ojciec w 1892 roku, a mama w 1896 roku. 4 lata różnicy między nimi było.
Ile miałeś rodzeństwa?
Było nas sześcioro. Helena, później brat Michał, później ja, później dwóch bliźniaków: Bolek i Albin i później Staszka.
Helena urodziła się w 1922 roku, a następny z kolei brat?
Brat Michał. 1925 rocznik. Później ja w 1928, a później bliźniacy Bolek i Albin w 1931. A najmłodsza Staszka – w 1936.
Jak sobie rodzice dawali radę z tyloma dziećmi?
Żyło się dobrze. Nie było wymogów tak jak teraz. Jak było ciężko, np. gdy było zimno, to ja brałem taty marynarkę i nikt nie mówił, że to nie pasuje.
Czym się zajmowałeś jako dziecko?
Przeważnie pasłem krowy. Chodziłem już wtedy do drugiej, trzeciej klasy szkoły podstawowej.
Do szkoły?
Oczywiście. Do szkoły chodziłem.
Już były wtedy szkoły dla chłopskich dzieci?
Były.
Czego cię tam uczono?
Wszystkiego, tak jak teraz.
Pisać i czytać?
Pisać i czytać, historii i geografii.
Ile dzieci chodziło do takiej szkoły?
Dużo dzieci. W Głogowie [miasto w województwie dolnośląskim, w którym Władysław Szram mieszkał od 1967 roku aż do śmierci w 2007 roku - przyp. K] nawet poznałem jednego człowieka, który chodził do tamtej szkoły.
Ilu uczniów było w twojej klasie?
Nie pamiętam. Mniej niż trzydzieści.
W jednej klasie uczyły się dziewczynki i chłopcy?
Tak, nawet Żydzi byli razem z nami.
Jaki był stosunek do Żydów tam u was?
Normalnie: Żyd.
A lubiło się Żyda?
Nie, Żydzi nie byli lubiani.
Żydzi trzymali się razem?
Rocznik trzymał się rocznika, z Żydem chodziłem do szkoły i siedzieliśmy w jednej ławce.
Ile klas skończyłeś do wybuchu wojny?
Cztery. Miałem pięć, ale Rosjanie cofnęli o jedną i cztery miałem.
Co mama robiła w domu?
Normalne, domowe roboty. To, co w gospodarstwie się robiło. Jak dziadek pojechał w pole, to mama pilnowała domu – kury, kaczki. Moim zadaniem było pilnowanie kaczek. Podobało mi się to, goniłem je nad wodę i one się tam kąpały, potem je z powrotem przyganiałem, zrobiłem im zagrodę, żeby wszędzie nie chodziły. Wypuszczałem je tak i wpuszczałem, zbierałem im ulubionej trawy. No i w międzyczasie pasło się krowy, i chodziło się do lasu po drzewo. Mniejsze dzieci biegały i bawiły się. Nikt wtedy nie zwracał uwagi specjalnie gdzie dziecko poszło, co robiło. Jak wkroczyli Rosjanie, to dzieci pobiegły nad szosę, bo niedaleko wioski szosa leciała, i tą szosą pełno wojska szlo. Jak oni polecieli tam, to dogadali się i jabłka nosili żołnierzom. Był koniec lata i jabłka były dobre, dzieci dawały jabłka wojskowym, a wojskowi im dawali za to kopiejki. Albin, mój młodszy brat, był bardzo bystry. Co nazbierał jabłek, zaniósł żołnierzom i przynosił pieniądze. I dał mi te pieniądze na przechowanie. Pamiętam jeszcze do dziś – 70 kopiejek.

Przedwojenna mapa województwa tarnopolskiego; Dunajów zaznaczony czerwoną strzałką.
————————————————————————–
WKROCZENIE ARMII CZERWONEJ; ŚMIERĆ BRATA – WRZESIEŃ 1939
Jak to wyglądało, gdy wkroczyła Armia Czerwona?
Normalnie – wjechali czołgami.
Jaki miałeś kontakt z Rosjanami?
Odczułem ich tyle, że mnie cofnęli w szkole o jedną klasę do tyłu.
Uczyłeś się rosyjskiego w ich szkole?
Tak.
A polskiego?
Też. Oni w tamtym momencie jeszcze nie wykluczyli tego. Były języki, którymi na co dzień się mówiło, czyli ruski i polski. Poza tym była matematyka, przyroda i religia. Jeszcze na początku nie znieśli religii. Zaczęli tylko ludzi bogatszych wysiedlać i wywozić do Rosji. Dla bogatych to była klęska.
A biednych?
Biednych zostawili, a bogatszym wszystko zabierali, w nocy przyjeżdżali, kazali im na sanie się ładować, a zima wtedy była straszna – ponad 30 stopni mrozu, tak że dzieci zamarzały.
Wróćmy do twojego brata Albina, który sprzedawał żołnierzom jabłka.
On właśnie wtedy zginął w wypadku, gdy Rosjanie wkroczyli. Podobno przyczepił do burty z tyłu wojskowego samochodu. Jak samochód się rozpędził, ten źle skoczył i coś sobie zrobił. Dowlókł się jeszcze do domu. Nikt nie wiedział nawet, że coś mu się stało. Spałem z nim w jednym łóżku. I poczułem wtedy jakieś drganie i zimno takie. A on już nie żył. Umarł bez hałasu. Wtenczas zaraz zrobili krzyk. Umarł dziewięcioletni chłopak.
Wszyscy w jednej izbie spaliście?
Tak.
W chałupie było więcej pokoi?
Były dwa pokoje.
Dwa pokoje i kuchnia?
Kuchnia była razem z pokojem. W drugim była druga kuchnia i piec do pieczenia chleba.
Chleb się samemu piekło?
Tak, samemu.
A łazienka, toaleta były?
A gdzie tam.
Wychodek był?
Za stodołą był wychodek, chodziło się też do ogrodu.
A łazienka? Gdzie się myto?
W bali.
A byli ludzie we wsi co mieli już toaletę czy jeszcze wtedy nie było czegoś takiego?
Ludzie bogatsi, co w samym Dunajowie mieszkali, może mieli. Bo w miasteczku wszystko było – i apteka była, i ośrodek zdrowia był. Z naszym Albinem jednak nie zdążyli do lekarza, było już za późno.
Był pogrzeb?
Pogrzeb, na katafalku leżał.
W domu?
W domu. Teraz też leżą ludzie w domu na wsi. Taki obyczaj. Katafalk zrobiony, stół zastawiony i Albin tam ładnie leżał na katafalku.
Ile tak godzin leżał?
W domu leżał chyba całą dobę. Potem ksiądz przyszedł. Chciał opłatę, a my nie mieliśmy pieniędzy, ale, że była wojna, to przyszedł bez opłaty. Niektórzy narzekali, że ksiądz tylko by zdzierał pieniądze, ale u nas odbyło się bez tego.
Ksiądz był ważny w tej okolicy?
Do wojny tak. Do wojny ksiądz prowadził wszystkie metryki, wszystkie urodzenia. To była duża parafia. Tam schodzili się z okolicznych mniejszych miejscowości i odbywały się tam śluby i chrzty Oprócz tego księża mieli jeszcze swoje gospodarstwo. Ksiądz proboszcz miał ogromne gospodarstwo, z dwadzieścia krów, dużo pola i ludzie u niego robili za darmo. Każdy wtedy coś potrzebował od księdza, a że nie było pieniędzy, przychodzili odrabiać u księdza w polu.
W niedzielę chodziło się na mszę?
W niedzielę obowiązkowo.
A jakbyś nie poszedł?
Jakbym nie poszedł, to ksiądz naderwałby uszy.
Pamiętasz coś szczególnego ze swojego dzieciństwa?
Jak ganiało się i papierosy paliło.
Paliłeś papierosy?
No a jak. Papierosy były, tytoń był.
Paliłeś papierosy czy tytoń?
Tytoń. My – takich trzech kumpli – mieliśmy maszynkę do nabijania tytoniu.
Jeszcze przed wojną?
Przed wojną. Miałem jedenaście i dwanaście lat. Szliśmy do lasku, nabijaliśmy tytki i paliliśmy.
Tata twój też palił?
Palił mało.
A mama?
Mama nie. Mama się dusiła od papierosów.
Jakiego zdrowia byli rodzice?
Nie pamiętam, żeby ojciec chorował. A mama chorowała i miała jakąś astmę, mocno kaszlała, wiecznie kaszlała. No i później gdzieś przed samą wojną przebiła sobie na polu nogę w kostce. Nabiła nogę na ścięte kosą rośliny i noga nie chciała się goić.
Była u lekarza z tą nogą?
Za każdym razem jak poszła do lekarza, to on dał jej jakąś maść. Przykładała sobie tą maść i nic to nie pomagało. Nikt nie zadbał wtedy o to, żeby odpoczywała. Mówiono: „Jak boli noga, to boli noga, zawiń sobie i dalej idź robić”. Pracowała w ogrodzie, mieliśmy ładny, duży ogród, tam zawsze było coś do zrobienia i mama zawsze w nim coś grzebała. Później mieliśmy dwie krowy i trzeba je było doić i nosić mleko do mleczarni, i były z tego zawsze jakieś pieniądze. Trochę jajek, trochę mleka i już było na sól, na pieprz, na światło, bo światło było naftowe. Ludzie zawsze sobie radzili, jedni lepiej, inni gorzej. Kto chciał lepiej żyć, to ukradł drugiemu. Jak ocieliła nam się krowa, pewnego ranka tato poszedł do chlewu i nie było już cielaka. Ktoś wyprowadził.
Nie było wiadomo kto?
Mniej więcej przypuszczaliśmy kto, ale nie złapaliśmy go za rękę.
A była policja?
Byli żandarmi. Jeździli na rowerach. Zależy zresztą gdzie, bo tam nie wszędzie można było rowerem wjechać. Tam gdzie mieszkałem, jak przyszła jesień, było takie błoto, że po kostki w błocie chodziliśmy.
Wyjeżdżałeś kiedykolwiek ze swojej wsi?
Prawie nie. Gdzie byłem? W Pomorzanach.
A ile to kilometrów było?
Jakieś dziesięć.
Byłeś w jakimś większym mieście, jak Lwów, Tarnopol ?
Nie, Lwów był daleko – 90 kilometrów od Dunajowa. We Lwowie byłem jak wywozili mnie do Niemiec.
A twoi rodzice byli?
Oni byli wszędzie. Mama była wszędzie wkoło po odpustach.
A co to odpusty były?
Odpust to jest takie kościelne święto. Odbywało się w sierpniu. Ludzie szli w procesji od wioski do wioski, spowiadali się, przyjmowali komunię świętą.
Dziadkowie twoi pochodzili z tych samych rejonów?
No babcia stąd, a dziadek urodzony był w miejscowości Kozowa.
Czyli też dzisiejsza Ukraina?
Tak. Ale w jaki sposób się ojciec tam znalazł, nie mam pojęcia.
A wracając do Ruskich, to ich wejście to była dla dzieci radość, bo kino objazdowe otworzył i rozdawali za darmo cukierki.
To pierwszy raz byłeś wtedy w kinie?
Tak, wtedy.
Pamiętasz co to był za film?
Krowy doili. Majątek PGR i krowy i orka w polu dużymi pługami, takie ogromne pługi były chyba sześcioskibowe, i traktory ciężkie, i orali pola, wyrywali.

Dunajów
——————————————————
WKROCZENIE ARMII NIEMIECKIEJ – CZERWIEC 1941
A później przyszli Niemcy.
W jaki sposób przyszli? Wiedziałeś, jaka jest sytuacja na świecie? Wiedziałeś, że jest wojna?
No politycznie co się dzieje, to skąd. Ale, że wojna, jak moglem nie wiedzieć.
Kto powiedział, że jest wojna?
To widać było. Wojska przyjechały
Strzelali?
Pewnie. Jak Rosjanie wkroczyli, to nie działo się nic. Ale jak Niemcy wkraczali, była wielka strzelanina między nimi a Rosjanami. Mieszkania były słabe, niemurowane. Po prostu lepianki. Tato kazał nam się kłaść na ziemię za piecem,bo piec z cegły, to ochroni przed strzałami, ale oni i tak strzelali gdzieś dalej, do nas nie strzelali. Innym razem w lesie paśliśmy krowy i zaczęli strzelać, i jedna sąsiadka mówi, że kula jej koło nogi przeleciała. Narobiła krzyku, „Chowajmy się!”, schowaliśmy się w wąwozie, jarze takim. Gdy przestali strzelać, to wyszliśmy.
Widziałeś polskie wojska?
Nie, w tym czasie nie. Niemcy przepędzili Rosjan i ich pozabijali.
Ktoś chował ciała żołnierzy?
Dali rozkaz ludziom jakimś, żeby to gdzieś sprzątnąć, groby porobione były w polach. Jeden gospodarz nie chciał, żeby na jego polu był grób, to wykopał grób za szosą na łące.
Widziałeś, jako dziecko tych zastrzelonych?
Tak.
Żołnierze byli młodzi?
Tak. Oficerowie byli starsi, a wojsko to byli młodzi chłopcy. Pamiętam, jak brat mój mówił: „Jaki ładny chłopak, jak on się umył”. Zostało mi to w pamięci, bo byli brudni, zaniedbani, a później jak szli do przodu, to rzeka tam płynęła Złota Lipa i oni tam się kąpali, gdy były przerwy w transporcie. Jak się umyli od razu zrobili się ładni. I karabiny na sznurkach mieli.
Ganiali za dziewczynami?
Ganiali, a dziewczęta się chowały.
Nie chciały chodzić z nimi?
Helka się kryła, bo już była panienką, i bała się. Przed Rosjanami się kryła i przed Niemcami też. No i później ją Ukraińcy złapali i wysłano ją do Niemiec.
Kto przyszedł i ją zabrał?
Ukraińcy. Mieli z Niemcami umowę.
Widziałeś konkretnego człowieka,Ukraińca, który współpracował z Niemcem?
Dziecko wielu rzeczy nie wie. Rosjanie mieli sztab w leśniczówce i ja nawet nie miałem pojęcia, że trzeba się ich bać i przed nimi chować. I kręciłem się koło nich, bo zawsze coś mi dali. Przyjechał pewnego razu jakiś oficer z kierowcą i gdy tak byłem koło nich blisko, zapytał: „Chcesz jechać?”. „Chcę” – odpowiedziałem. Radość w osobowym samochodzie jechać.
Mówił po rosyjsku?
Po rosyjsku a ja rozumiałem po ukraińsku, to podobne było. Powieźli do leśniczówki tym samochodem, później poszli gdzieś do sztabu, a ja w samochodzie siedziałem i czekałem na nich. Przecież mogli mnie wtedy gdzieś wywieźć w siną dal.
A Niemcy jak was traktowali?
Rosjanie zabrali wszystko, co było w domu do jedzenia, a Niemcy jak przyszli, to zabrali to, co im pasowało. Mieliśmy takie kołki do zagaty – kołki od dachu do ziemi i za to była kładziona słoma, jako ocieplenie na zimę. Takich drążków mój ojciec miał naukładanych cały stos, bo to wkoło chałupy trzeba było poustawiać. Niemcy zabrali te kołki i kazali nam chłopakom nosić. Pamiętam, że zaniosłem tych kołków chyba ze cztery. Później uciekłem i schowałem się. Oficerowie kazali nosić szeregowym żołnierzom, to szeregowi kazali nosić dzieciakom.
A potem Niemcy założyli z Ukraińcami swoje władze. Bo w miejscowościach wszystkich byli Ukraińcy. Były wioski, gdzie mieszkali tylko Ukraińcy. I oni spiskowali przeciwko Polakom. Jedna rodzina ukraińska wydała całą wieś polską.

Mapa Polski sprzed 1939 roku; czerwoną strzałką zaznaczony Dunajów.
————————————-
Czytaj również: